Obozowa rzeczywistość w „Innym świecie” Herlinga-Grudzińskiego

 

   W kręgu piśmiennictwa rosyjskiego powstało wiele bardzo wybitnych utworów o rzeczywistości stalinowskich obozów – wspomnijmy tylko „Opowiadania kołymskie” Szałamowa czy utwory Sołżenicyna. Ta proza odznacza się bezcennymi walorami dokumentalnymi i jest zarazem znakomitą, pod względem artystycznym, literaturą. W twórczości polskiej, siłą rzeczy, nie ma podobnie bogatego nurtu pisarstwa. Wprawdzie ostatnio wydano sporo różnych wspomnień obozowych, jednak nadal najistotniejszym zapisem polskich losów w królestwie GUŁAG pozostaje „Inny świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Przede wszystkim ze względu na znaczenie poznawcze tej książki, której język, narracja oczywiście nie osiąga poziomu pisarstwa najwybitniejszych polskich prozaików.

   Gustaw Herling-Grudziński był więźniem różnych łagrów przez kilkanaście miesięcy. Miał więc możliwość poznania niemal wszystkich aspektów obozowego życia: od śledztwa, etapów i etapowych więzień, poprzez wielotygodniowe podróże, po same miejsca pracy. W swej książce dał opis porządku obozowego dnia, warunków pracy, żywienia i leczenia skazanych, systemu kar i nagród. Ukazał szereg typowych sytuacji reprezentatywnych dla bodaj całego państwa w państwie zbudowanego przez NKWD między Workutą i Kołymą.

   Rytm dnia w łagrach wyznaczała praca. Zawsze katorżnicza, ponad siły więźniów: przy wyrębie lasów, w kopalniach, na budowach kanałów, linii komunikacyjnych. Praca w skrajnie trudnych warunkach, na Dalekiej Północy, gdzie przez zasadniczą część roku panowały silne mrozy. Dni wolne zdarzały się niezwykle rzadko. Topory, piły, taczki, łopaty – tymi narzędziami wykonywano nawet najcięższe prace fizyczne. Nie było zarazem mowy o jakimkolwiek stosownym do klimatu ubraniu, solidnych butach, rękawicach. Przerwanie pracy, ruchu często groziło zamarznięciem. Tragiczne wypadki były jeszcze częstsze od samookaleczeń. Ciała pokrywały się ranami, odmrożeniami, brud, wszy sprzyjały infekcjom.

   Obozowy system przymusowej pracy był jakby karykaturą, karykaturalnym odbiciem systemu ekonomicznego ZSRR. W łagrach podobnie jak na wolności, budowano kult „uderzeniowej pracy”, ogłaszano jej przewodników, wyznaczano normy, fałszowano wyniki. Plan narzucony obozowi stawał się czymś świętym, realizowano go nawet kosztem życia więźniów. Teoretycznie pracującym przysługiwało wynagrodzenie – w rzeczywistości praktycznie nigdy nie widzieli nawet tych wręcz symbolicznych rubli, które miały pozostać po potrąceniu kosztów pobytu w obozie. Stawały się one łupem obozowej administracji.

   Owe koszty utrzymania, obozy przynosiły NKWD gigantyczne zyski, to dach nad głową, strzępy odzieży i pożywienie. W barakach więźniowie mieszkali w niebywałym brudzie, zaduchu, ciasnocie, bywało w nich bardzo zimno. Natomiast głód stał się zasadniczą częścią obozowego losu. Skazani dostawali minimalne racje żywnościowe, zapominali smaku mięsa, cukru, jarzyn – przejmująco wspomina to Szałamow.

   Tak wyglądała rzeczywistość więźniów politycznych. „Elitę” obozów stanowili więźniowie kryminalni. Dawano im lżejszą pracę, zawsze mieli więcej żywności, papierosów, zabierali innym ciepłe ubrania. Łączyły ich wspólne interesy z obozowymi strażnikami, wśród których trudno było o ludzi uczciwych. Mogli więc terroryzować „wrogów ludu”, uprawiać samosądy, bezkarnie gwałcić, nawet zabijać.

   Obozowy dzień wypełniała praca i rozmyślania: jak oszukać głód, zdobyć wyższą rację żywnościową, co dzieje się z bliskimi, jak uchronić się przed strażnikami, nie trafić do obozu karnego lub „trupiarni”, w której dożywali swych dni szczególnie słabsi. Wielu marzyło też o pobycie w szpitalu. Wprawdzie praktycznie niczego tam nie leczono, ale było za to ciepło, nie wypędzano do pracy.

   Wiele wysiłku wkładano w sprowadzenie życia człowieka do jedynie biologicznej egzystencji. NKWD nie lekceważyło także psychicznych form upodlenia człowieka. W łagrach rządził strach: przed głodem, zimnem, bólem, powolnym konaniem. Przed współwięźniami mogącymi okazać się donosicielami. Szczątkowe „przywileje” więźniów również stawały się formą psychicznych tortur. Można było skazanemu odebrać prawo do korespondencji, zmusić rodzinę do odcięcia się od „wroga ludu”. Można było pozbawić dnia wolnego, na który zawsze czekano z wielką nadzieją. Podobnie jak na filmy, będące czymś na kształt bajki, przypomnieniem świata, o którym powoli zapominano.          (powrót)